Przechadzałem się po lesie kiedy usłyszałem krzyk Anny. Pobiegłem w jego kierunku. Zobaczyłem ją szarpiącą się z jakimś wilkołakiem. Podbiegłem do nich. Wilkołak nie miał zamiaru jej zostawić. Zaczęliśmy walkę. Przeciwnik rozorał mi twarz pazurami. Walczyliśmy około 10 minut. Pazury przeciwnika dotkliwie mnie raniły. W pewnym momencie jednak zadałem mu śmiertelny cios.
- Nic Ci nie jest?- Zapytałem. Anna pokręciła przecząco głową. Nagle poczułem palący ból w udzie a potem w piersi. Spojrzałem na te miejsca i zobaczyłem bełt. Pociągnąłem Annę za sobą uciekając przed nieznanym przeciwnikiem. Zatrzymaliśmy się dopiero w zamku. Wtedy padłem na ziemię.
< Anna?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vladymir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vladymir. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 lutego 2016
Od Vlada Cd Anna
Położyłem się na łóżku. Jak co nocy rozciągnąłem zaklęcie dzięki któremu nikt nie mógł usłyszeć tego co się działo pod ochronną kopułą. Miało to jednak jedną wadę. Najmniejszą powierzchnią jaką można było zabezpieczyć taką powłoką były 2 pokoje. Kiedy to zrobiłem zasnąłem. Jednak znowu nawiedzały mnie we śnie błędy mojej młodości. Obudziłem się niemal jak każdej nocy z krzykiem. Jednak coś było inaczej. Obok mnie siedziała Anna trzymając dłoń na moim ramieniu.
- Przepraszam że Cię obudziłem.- Powiedziałem cicho.
<Anna?>
- Przepraszam że Cię obudziłem.- Powiedziałem cicho.
<Anna?>
Od Vlada Cd Jena
Uśmiechnąłem się lekko.
- Żeby wam opowiedzieć o wszystkich członkach naszej rodziny musiał bym to robić przez miesiąc i to bez chwili przerwy. Przez wiele lat życia mój ojciec miał wiele dzieci ale dopiero ja byłem zdolny do odziedziczenia tronu. Wolfdrog był synem poprzedniej małżonki mojego ojca. Był zaledwie rok starszy ode mnie. W dzieciństwie byliśmy sobie niezwykle bliscy. Jednak coś się stało i się zmienił stał się, stał zatwardziałym okrutnikiem jakim go widzieliście.- Powiedziałem ale nagle poczułem zmianę atmosfery. Uśmiechnąłem się.
- Chodźcie musicie kogoś poznać.- Powiedziałem. Poszliśmy kawałek kiedy zobaczyłem matkę. Podbiegłem do niej.
- Cześć mamo.- Powiedziałem obejmując ją.
- Cześć synku.- Powiedziała z uśmiechem.
- Muszę ci kogoś przedstawić.- Powiedziałem i podszedłem do dzieci.
- To Charles i Jena. Twoje wnuki.- Powiedziałem.
<Jena?>
- Żeby wam opowiedzieć o wszystkich członkach naszej rodziny musiał bym to robić przez miesiąc i to bez chwili przerwy. Przez wiele lat życia mój ojciec miał wiele dzieci ale dopiero ja byłem zdolny do odziedziczenia tronu. Wolfdrog był synem poprzedniej małżonki mojego ojca. Był zaledwie rok starszy ode mnie. W dzieciństwie byliśmy sobie niezwykle bliscy. Jednak coś się stało i się zmienił stał się, stał zatwardziałym okrutnikiem jakim go widzieliście.- Powiedziałem ale nagle poczułem zmianę atmosfery. Uśmiechnąłem się.
- Chodźcie musicie kogoś poznać.- Powiedziałem. Poszliśmy kawałek kiedy zobaczyłem matkę. Podbiegłem do niej.
- Cześć mamo.- Powiedziałem obejmując ją.
- Cześć synku.- Powiedziała z uśmiechem.
- Muszę ci kogoś przedstawić.- Powiedziałem i podszedłem do dzieci.
- To Charles i Jena. Twoje wnuki.- Powiedziałem.
<Jena?>
środa, 24 lutego 2016
Od Vlada Cd Anna
Spojrzałem na waderę.
- Zgoda.- Powiedziałem po chwili namysłu.
- Może teraz udamy się do zamku?- Zapytałem. Anna kiwnęła głową. Poszliśmy do zamku. Oprowadzałem wilczycę niemal cały dzień.
- Wkrótce zajdzie słońce. Chcesz coś jeszcze zrobić?- Zapytałem.
<Anna?>
- Zgoda.- Powiedziałem po chwili namysłu.
- Może teraz udamy się do zamku?- Zapytałem. Anna kiwnęła głową. Poszliśmy do zamku. Oprowadzałem wilczycę niemal cały dzień.
- Wkrótce zajdzie słońce. Chcesz coś jeszcze zrobić?- Zapytałem.
<Anna?>
Od Vlada Cd Jena
Usiadłem na tronie królewskim. Po chwili wniesiono ciało Wolfdroga. Otworzyłem flakonik z jego duchem a ten wpełzł do ciała. Wolfdrog ożył.
- Zebraliśmy się aby przeprowadzić "Wilczy Sąd" nad Wolfdrogiem, hrabią Wolfheart.- Powiedziałem.
- Wolfdrogu zbuntowałeś się przeciw swoim barciom, mordowałeś wioski, wyłapywałeś i przemieniałeś ludzi wbrew ich woli. Czy wiesz jaka jest za to kara?
- Tak.- Mruknął.
- Co masz na swoją obronę?- Zapytałem spoglądając na hrabiego.
- To mnie należy się władza.- Warknął. Pokręciłem smutno głową. Wszyscy obecni na sądzie spojrzeli w moją stronę. Westchnąłem ciężko.
- Wolfdrogu zostajesz pozbawiony tytułu hrabiego, twoja rodzina zostanie usunięta z zamku, który zamieszkiwaliście. Zostaniesz na zawsze usunięty z naszych ksiąg i zapomniany. Twój ród wygaśnie... Zostaniesz przemieniony w ducha po wieki błądzącego po tym zamku... Będziesz musiał służyć każdemu kogo napotkasz, spełniając jego dobre prośby, aby odpokutować za to coś zrobił za życia.- Powiedziałem i wstałem. Podszedłem do wilka. Przytuliłem go.
- Byłeś ty mi bratem... - Powiedziałem cicho. Wolfdrog tylko warknął w odpowiedzi.
- Wyprowadzić. Wiecie co robić.- Powiedziałem do strażników. Kiwnęli głowami. Usiadłem na tronie. Wszyscy wyszli zostały jedynie moje dzieci.
- Ojcze... Kim naprawdę był dla Ciebie Wolfdrog?- Zapytał cicho Charles. Westchnąłem po raz kolejny tego dnia.
- Był moim bratem...- Powiedziałem.
<Jena?>
- Zebraliśmy się aby przeprowadzić "Wilczy Sąd" nad Wolfdrogiem, hrabią Wolfheart.- Powiedziałem.
- Wolfdrogu zbuntowałeś się przeciw swoim barciom, mordowałeś wioski, wyłapywałeś i przemieniałeś ludzi wbrew ich woli. Czy wiesz jaka jest za to kara?
- Tak.- Mruknął.
- Co masz na swoją obronę?- Zapytałem spoglądając na hrabiego.
- To mnie należy się władza.- Warknął. Pokręciłem smutno głową. Wszyscy obecni na sądzie spojrzeli w moją stronę. Westchnąłem ciężko.
- Wolfdrogu zostajesz pozbawiony tytułu hrabiego, twoja rodzina zostanie usunięta z zamku, który zamieszkiwaliście. Zostaniesz na zawsze usunięty z naszych ksiąg i zapomniany. Twój ród wygaśnie... Zostaniesz przemieniony w ducha po wieki błądzącego po tym zamku... Będziesz musiał służyć każdemu kogo napotkasz, spełniając jego dobre prośby, aby odpokutować za to coś zrobił za życia.- Powiedziałem i wstałem. Podszedłem do wilka. Przytuliłem go.
- Byłeś ty mi bratem... - Powiedziałem cicho. Wolfdrog tylko warknął w odpowiedzi.
- Wyprowadzić. Wiecie co robić.- Powiedziałem do strażników. Kiwnęli głowami. Usiadłem na tronie. Wszyscy wyszli zostały jedynie moje dzieci.
- Ojcze... Kim naprawdę był dla Ciebie Wolfdrog?- Zapytał cicho Charles. Westchnąłem po raz kolejny tego dnia.
- Był moim bratem...- Powiedziałem.
<Jena?>
poniedziałek, 22 lutego 2016
Od Vlada
Przechadzałem się po dolinie w milczeniu. Pogoda była bardzo ładna. Ptaszki śpiewały, wiewiórki krzątały się po drzewach a jelenie biegały po lesie. Można rzec dzień jak co dzień. Coś było jednak inaczej. Postanowiłem wziąć Pecusa i trochę potropić. Potem miałem zamiar iść na polowanie. Od razu przy zamku Pecus złapał trop. Biegaliśmy przez jakieś pół godziny po lesie kiedy naszym oczom ukazała się biała wadera. Podszedłem do niej powoli. Po kilku krokach odwróciła się w moją stronę i przemieniła się w człowieka.
- Witaj jestem Vladymir.- Powiedziałem kłaniając się i całując jej dłoń.
<Anna?>
- Witaj jestem Vladymir.- Powiedziałem kłaniając się i całując jej dłoń.
<Anna?>
czwartek, 18 lutego 2016
Od Vlada Cd Jena
Charles i mój ojciec pomogli mi dojść do królewskiego tronu. Usiadłem i rozmasowałem pierś kilkakrotnie uderzając się mocno w okolicach serca aby przywrócić mu naturalny rytm.
- Kiedy?
- Kilka dni temu.
- A ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?- Niemal warknąłem.
- Hannibal myślał że sam to załatwi.
- Nie udało mu się.- Stwierdziłem po chwili.
- Armię już zwołaliśmy.- Powiedział po chwili mój ojciec.
- Za godzinę wyruszamy.- Zawyrokowałem. Mój ojciec wyszedł.
- Jena, Charles zbierajcie się.- Powiedziałem i poszliśmy do zbrojowni. Tam Mortem szurał swoim łańcuchem wciąż warcząc i kłapiąc paszczą.
- Mendacium Mortem, mendacium. Pacem, satis ira. Please armis.- Powiedziałem gładząc psa po głowie. Po chwili przyniósł dla mnie i moich dzieci zbroje. Przebraliśmy się i po godzinie wyruszyliśmy na pole bitwy. Stanęliśmy na czele armii a czarnych rumakach. Po około godzinie byliśmy na miejscu.
- Cave lupus.- Szepnąłem du ucha czarnego ogiera zostawiając go na straży stada. Wszyscy wojownicy przemienili się w wilki. Poszliśmy na pole bitwy.
- Wolfdrogu! Masz jeszcze czas. Poddaj się a nie zastosuję wobec Ciebie największej kary!- Krzyknąłem i zacząłem się rozglądać za zbuntowanym hrabią. Nie dał żadnego znaku. Unieruchomiłem za pomocą magi stu wojowników Wolfdroga i wydałem rozkazy. Po kilku minutach wilkołak leżał u moich stup.
- Czemu się buntujesz bracie?
- Wiesz dlaczego.- Warknął. Skinąłem głową na Salvusa który trzymał w ręku magiczny sztylet. Przebił serce wilkołaka a jego duch przeleciał do fiolki.
- Zostałeś skazany na wieczne życie jako duch w zakamarkach zamku królewskiego.- Powiedziałem.
- Weźcie jego ciało. Wstępny wyrok został ogłoszony. Teraz część dalsza sądu.- Powiedziałem. Po kilku następnych godzinach byliśmy w zamku.
- Jena, Charles czy chcecie wziąć udział w ogłoszeniu wyroku?
<Jena?>
- Kiedy?
- Kilka dni temu.
- A ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?- Niemal warknąłem.
- Hannibal myślał że sam to załatwi.
- Nie udało mu się.- Stwierdziłem po chwili.
- Armię już zwołaliśmy.- Powiedział po chwili mój ojciec.
- Za godzinę wyruszamy.- Zawyrokowałem. Mój ojciec wyszedł.
- Jena, Charles zbierajcie się.- Powiedziałem i poszliśmy do zbrojowni. Tam Mortem szurał swoim łańcuchem wciąż warcząc i kłapiąc paszczą.
- Mendacium Mortem, mendacium. Pacem, satis ira. Please armis.- Powiedziałem gładząc psa po głowie. Po chwili przyniósł dla mnie i moich dzieci zbroje. Przebraliśmy się i po godzinie wyruszyliśmy na pole bitwy. Stanęliśmy na czele armii a czarnych rumakach. Po około godzinie byliśmy na miejscu.
- Cave lupus.- Szepnąłem du ucha czarnego ogiera zostawiając go na straży stada. Wszyscy wojownicy przemienili się w wilki. Poszliśmy na pole bitwy.
- Wolfdrogu! Masz jeszcze czas. Poddaj się a nie zastosuję wobec Ciebie największej kary!- Krzyknąłem i zacząłem się rozglądać za zbuntowanym hrabią. Nie dał żadnego znaku. Unieruchomiłem za pomocą magi stu wojowników Wolfdroga i wydałem rozkazy. Po kilku minutach wilkołak leżał u moich stup.
- Czemu się buntujesz bracie?
- Wiesz dlaczego.- Warknął. Skinąłem głową na Salvusa który trzymał w ręku magiczny sztylet. Przebił serce wilkołaka a jego duch przeleciał do fiolki.
- Zostałeś skazany na wieczne życie jako duch w zakamarkach zamku królewskiego.- Powiedziałem.
- Weźcie jego ciało. Wstępny wyrok został ogłoszony. Teraz część dalsza sądu.- Powiedziałem. Po kilku następnych godzinach byliśmy w zamku.
- Jena, Charles czy chcecie wziąć udział w ogłoszeniu wyroku?
<Jena?>
Od Vlada CD Jena
Uśmiechnąłem się do ojca. Nie sądziłem że tak dobrze zareaguje na wnuki. W końcu jednak spoważniał.
- Tato powiedz co Cię do mnie sprowadza. Nie widziałem cię już dość długo.- Powiedziałem. Ojciec przełknął ślinę.
- Wolfdrog się zbuntował.- Powiedział cicho. Nagle zrobiło mi się dziwnie duszno. Zatoczyłem się do tyłu łapiąc za serce. Zacząłem łapczywie wdychać powietrze. Po chwili do sali tronowej wpadł Mortem. Zaczął szczekać, warczeć i kłapać pyskiem w powietrzu próbując "zagryźć" powietrze. Po chwili jednak się uspokoił i usiadł przy drzwiach wciąż warcząc. Jena i Charles podbiegli łapiąc mnie kiedy już niemal uderzyłem głową o posadzkę.
<Jena?>
- Tato powiedz co Cię do mnie sprowadza. Nie widziałem cię już dość długo.- Powiedziałem. Ojciec przełknął ślinę.
- Wolfdrog się zbuntował.- Powiedział cicho. Nagle zrobiło mi się dziwnie duszno. Zatoczyłem się do tyłu łapiąc za serce. Zacząłem łapczywie wdychać powietrze. Po chwili do sali tronowej wpadł Mortem. Zaczął szczekać, warczeć i kłapać pyskiem w powietrzu próbując "zagryźć" powietrze. Po chwili jednak się uspokoił i usiadł przy drzwiach wciąż warcząc. Jena i Charles podbiegli łapiąc mnie kiedy już niemal uderzyłem głową o posadzkę.
<Jena?>
środa, 17 lutego 2016
Od Vlada Cd Jena
- Jeśli zaliczymy że dostawanie ochrzanu za coś od mojego ojca jest ważne.- Powiedziałem wzdychając.
- Chyba to nie jest nic ważnego.- Stwierdziła po jakimś czasie Jena.
- Dobra to zbieramy się.- Powiedziałem i przemieniłem się. Jena również to uczyniła jedynie Charles wyszedł z domu jako człowiek.
- Powiem reszcie że idę z wami. Nie chcę żeby ktoś nas ścigał.- Powiedział. Po jakimś czasie dotarliśmy do zamku. Wszedłem do głównej sali gdzie czekał już mój ojciec.
- Tato muszę Ci kogoś przedstawić.- Powiedziałem. Mój ojciec spojrzał zdziwiony.
- To mój syn Charles i córka Jena.- Powiedziałem pokazując dzieci.
<Jena?>
- Chyba to nie jest nic ważnego.- Stwierdziła po jakimś czasie Jena.
- Dobra to zbieramy się.- Powiedziałem i przemieniłem się. Jena również to uczyniła jedynie Charles wyszedł z domu jako człowiek.
- Powiem reszcie że idę z wami. Nie chcę żeby ktoś nas ścigał.- Powiedział. Po jakimś czasie dotarliśmy do zamku. Wszedłem do głównej sali gdzie czekał już mój ojciec.
- Tato muszę Ci kogoś przedstawić.- Powiedziałem. Mój ojciec spojrzał zdziwiony.
- To mój syn Charles i córka Jena.- Powiedziałem pokazując dzieci.
<Jena?>
Od Vlada Cd Jena
- Jeśli ojciec nie ma nic przeciwko.- Powiedział Charles obejmując Jenę ramieniem. Uśmiechnąłem się widząc ich razem.
- Skoro ja Ci tyle czasu pomagałem to nie mam zamiaru zabraniać tego twojej siostrze. Łowcy wilkołaków są potrzebni. Ludzi jest dużo więcej niż nas więc szybciej zauważają wilkołaki nie kryjące się z swym darem i mordujące niewinnych.- Powiedziałem. Wyjrzałem przez okno.
- My się musimy zbierać. Robi się późno a ja mam jeszcze ważne spotkanie.- Powiedziałem.
- Z kim?- Zapytali jednocześnie.
- Z waszym dziadkiem.
<Jena?>
- Skoro ja Ci tyle czasu pomagałem to nie mam zamiaru zabraniać tego twojej siostrze. Łowcy wilkołaków są potrzebni. Ludzi jest dużo więcej niż nas więc szybciej zauważają wilkołaki nie kryjące się z swym darem i mordujące niewinnych.- Powiedziałem. Wyjrzałem przez okno.
- My się musimy zbierać. Robi się późno a ja mam jeszcze ważne spotkanie.- Powiedziałem.
- Z kim?- Zapytali jednocześnie.
- Z waszym dziadkiem.
<Jena?>
Od Vlada Cd Jena
Charles zaczął się kręcić wokół siebie.
- Potem w lesie poćwiczymy twoje moce. I zmianę wielkość.- Powiedziałem uśmiechając się. Charles przemienił się z powrotem w człowieka.
- Tato... a co z srebrem?- Zapytał po chwili.
- Jest nieszkodliwe w dotyku. Wilkołaki mogą go dotykać, nawet jeść srebrnymi sztućcami. Dopiero połączenie srebra i krwi wilkołaka jest zabójcze.- Powiedziałem.
- Myślisz że dalej mógłbym być łowcom? Skoro jak mówisz i tak zabijaliśmy wyrzutków wilczego świata.
- Myślę że możesz. A to co sądzisz Jena?
<Jena?>
- Potem w lesie poćwiczymy twoje moce. I zmianę wielkość.- Powiedziałem uśmiechając się. Charles przemienił się z powrotem w człowieka.
- Tato... a co z srebrem?- Zapytał po chwili.
- Jest nieszkodliwe w dotyku. Wilkołaki mogą go dotykać, nawet jeść srebrnymi sztućcami. Dopiero połączenie srebra i krwi wilkołaka jest zabójcze.- Powiedziałem.
- Myślisz że dalej mógłbym być łowcom? Skoro jak mówisz i tak zabijaliśmy wyrzutków wilczego świata.
- Myślę że możesz. A to co sądzisz Jena?
<Jena?>
wtorek, 16 lutego 2016
Od Vlada CD Jena
- Najpierw chciałbym wiedzieć dlaczego nie jestem wilkołakiem.- Powiedział Charles.
- Tak się zdarza raz na jakiś czas.- Stwierdziłem ze spuszczoną głową.
- Jest jakaś możliwość żebym stał się wilkołakiem?- Zapytał po chwili namysłu.
- Jest taka możliwość. A nawet kilka.- Stwierdziłem po kilku chwilach namysłu.
- Jakie?- Zapytali niemal jednocześnie Jena i Charles.
- Ugryzienie, przemiana przez wilczego szamana i krew.
- Krew?- Zdziwił się Charles.
- Tak. Jesteś moim synem więc krew ojca jest krwią syna. Wilkołactwo można by obudzić przez podanie Ci niewielkiej ilości krwi wilkołaka.- Powiedziałem rozmasowując bark.
<Jena?>
( Twoja reakcja na przemianę braciszka?)
- Tak się zdarza raz na jakiś czas.- Stwierdziłem ze spuszczoną głową.
- Jest jakaś możliwość żebym stał się wilkołakiem?- Zapytał po chwili namysłu.
- Jest taka możliwość. A nawet kilka.- Stwierdziłem po kilku chwilach namysłu.
- Jakie?- Zapytali niemal jednocześnie Jena i Charles.
- Ugryzienie, przemiana przez wilczego szamana i krew.
- Krew?- Zdziwił się Charles.
- Tak. Jesteś moim synem więc krew ojca jest krwią syna. Wilkołactwo można by obudzić przez podanie Ci niewielkiej ilości krwi wilkołaka.- Powiedziałem rozmasowując bark.
<Jena?>
( Twoja reakcja na przemianę braciszka?)
Od Vlada Cd Jena
Charles uśmiechnął się.
- Co jest?
- Wiesz jaki jest Stefan i najwyraźniej drugi raz w życiu dostał kosza.- Zaśmiał się.
- Jena odziedziczyła dużo po matce.- Stwierdziłem.
- Stefan nie uda Ci się.- Powiedział Charles ze śmiechem. Weszliśmy do domu i usiedliśmy na łóżku obok Jeny. Objąłem córkę i syna.
- Kocham was... jesteście wszystkim co mi zostało po waszych matkach...
<Jena?>
- Co jest?
- Wiesz jaki jest Stefan i najwyraźniej drugi raz w życiu dostał kosza.- Zaśmiał się.
- Jena odziedziczyła dużo po matce.- Stwierdziłem.
- Stefan nie uda Ci się.- Powiedział Charles ze śmiechem. Weszliśmy do domu i usiedliśmy na łóżku obok Jeny. Objąłem córkę i syna.
- Kocham was... jesteście wszystkim co mi zostało po waszych matkach...
<Jena?>
Od Vlada Cd Jena
Uśmiechnąłem się lekko.
- Co to za wrzawa?- Zapytał wchodząc Stefan.
- Charlesowi stuknęło.- Powiedziała Kazia wskazując na mojego syna.
- Z wurdulakiem pracujesz a masz coś przeciwko wilkołakowi który nagania Ci inne do sideł.- Mruknąłem.
- Że co?- Warknął Hyde.
- Pstro.- Odwarknąłem.
- Charles wyjaśnisz co się dzieje?- Zapytała Kazia.
- Mój ojciec jest wilkołakiem.- Powiedział krótko Charles.
- Że co?!- Zapytali jednocześnie Kazia i Hyde.
- Na słuch wam padło?- Zapytała z zdenerwowaniem Jena.
- Spokojnie.- Powiedziałem na tyle cicho że tylko wilkołak mógł mnie usłyszeć.
- Dacie wreszcie spokój?! Rodzina to rodzina a ja myślałem że swoją straciłem.- Warknął Charles.
- Ale to wilkołaki...- Zaczął Hyde.
- A przeciw wurdulakom nic nie masz?- Zapytał Stefan ironicznie. Charles wyprosił wszystkich z domu.
- Może się przejdziemy?- Zaproponował Charles. Kiwnąłem głowom. Po jakimś czasie dołączył do nas Stefan. Kiedy ja i Charles zajmowaliśmy się rozmowom on i Jena odeszli kawałek on nas.
<Jena?>
- Co to za wrzawa?- Zapytał wchodząc Stefan.
- Charlesowi stuknęło.- Powiedziała Kazia wskazując na mojego syna.
- Z wurdulakiem pracujesz a masz coś przeciwko wilkołakowi który nagania Ci inne do sideł.- Mruknąłem.
- Że co?- Warknął Hyde.
- Pstro.- Odwarknąłem.
- Charles wyjaśnisz co się dzieje?- Zapytała Kazia.
- Mój ojciec jest wilkołakiem.- Powiedział krótko Charles.
- Że co?!- Zapytali jednocześnie Kazia i Hyde.
- Na słuch wam padło?- Zapytała z zdenerwowaniem Jena.
- Spokojnie.- Powiedziałem na tyle cicho że tylko wilkołak mógł mnie usłyszeć.
- Dacie wreszcie spokój?! Rodzina to rodzina a ja myślałem że swoją straciłem.- Warknął Charles.
- Ale to wilkołaki...- Zaczął Hyde.
- A przeciw wurdulakom nic nie masz?- Zapytał Stefan ironicznie. Charles wyprosił wszystkich z domu.
- Może się przejdziemy?- Zaproponował Charles. Kiwnąłem głowom. Po jakimś czasie dołączył do nas Stefan. Kiedy ja i Charles zajmowaliśmy się rozmowom on i Jena odeszli kawałek on nas.
<Jena?>
Od Vlada CD Jena
Oparłem się o mur i westchnąłem. Ona ma rację. Przebiegło mi przez myśl.
- Muszę z nim porozmawiać bo dłużej tego nie wytrzymam.-Stwierdziłem. Resztę dnia spędziłem na patrolowaniu terenu. Rano czekałem już w najmniej zamieszkanej części wioski na Charlesa. Zjawił się tam niedługo po wschodzie słońca.
- Witaj Charles...- Powiedziałem wychodząc z cienia.
- Kim jesteś?- Usłyszałem na dzień dobry pytanie.
- Cóż ciężko to określić. Może zacznę od mniej szokującej informacji?- Zapytałem rozglądając się dookoła.
- Rób jak chcesz.- Odparł. Westchnąłem zbierając się w sobie.
- Jestem twoim ojcem.
- Że co proszę? Mój ojciec był drwalem i zamordował go wilkołak.
- Nie był twoim ojcem tylko wujem.- Powiedziałem.
- A druga wiadomość?
- Jestem wilkołakiem.- Powiedziałem wypuszczając powietrze z płuc.
- Nie to nie możliwe. Nie jestem twoim synem.- Powiedział mierząc do mnie z pistoletu.
- Jesteś.
- Jesteś potworem niezdolnym do kochania.- Powiedział. Te słowa zraniły mnie mocniej niż srebrna kula. Oparłem się o ścianę stodoły, kryjąc głowę w rękach.
- Masz rację... Jestem potworem, który nie potrafi uchronić tych których kocha i kłamcą. Kiedyś pokochałem dwie piękne kobiety. Obu przy ołtarzu obiecałem że nigdy ich nie opuszczę i nie pozwolę by stała im się krzywda. A dziś? Obie nie żyją bo nie umiałem, nie mogłem ich ocalić. Nie mogłem wychować dzieci żadnej z tych kobiet.- Powiedziałem i podszedłem kilka kroków bliżej. Ściągnąłem koszulę.
- Jestem potworem który od pięciu tysięcy lat chodzi po tej ziemi. Potworem który nie ma prawa żyć.- Powiedziałem z łzami w oczach.
- Jesteś jednak synem pierwszej kobiety którą prawdziwie pokochałem.- Powiedziałem.
- Masz znamię mego rodu.- Powiedziałem po chwili ciszy a Charles odruchowo dotknął ramienia.
- Skąd wiesz o wilku?
- Jesteś moim synem.- Powiedziałem. Charles opuścił broń jednak nagle usłyszałem dźwięk naciągania kuszy.
- Charles to wilkołak. Trzeba go zabić.- Powiedziała jakaś kobieta. Zamknąłem oczy czekając aż kobieta wypuści grot. Zamiast tego poczułem uścisk. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Charlesa przytulającego się do mnie.
- Nie. To mój ojciec i to byłoby zwykłe morderstwo.- Powiedział wciąż mnie obejmując. Sam również go objąłem. Naprzeciwko pojawiła się Jena. Uśmiechnąłem się do niej. Nagle z drugiej strony pojawił się inny wilkołak. Charles mnie puścił a ja od razu przemieniłem się. Wilkołak zaatakował mojego syna. Wskoczyłem między nich i ugryzłem wilkołaka w szyję.
- Zostaw mojego syna.- Warknąłem a wilkołak rzucił się na mnie rozrywając mi bark. Wgryzłem się w jego szyję zabijając.
- Jena chodź tu.- Poprosiłem córkę.
- Charles to twoja młodsza siostra Jena.- Powiedziałem nie zwracając uwagi na cieknącą po lewym ramieniu krew.
<Jena?>
- Muszę z nim porozmawiać bo dłużej tego nie wytrzymam.-Stwierdziłem. Resztę dnia spędziłem na patrolowaniu terenu. Rano czekałem już w najmniej zamieszkanej części wioski na Charlesa. Zjawił się tam niedługo po wschodzie słońca.
- Witaj Charles...- Powiedziałem wychodząc z cienia.
- Kim jesteś?- Usłyszałem na dzień dobry pytanie.
- Cóż ciężko to określić. Może zacznę od mniej szokującej informacji?- Zapytałem rozglądając się dookoła.
- Rób jak chcesz.- Odparł. Westchnąłem zbierając się w sobie.
- Jestem twoim ojcem.
- Że co proszę? Mój ojciec był drwalem i zamordował go wilkołak.
- Nie był twoim ojcem tylko wujem.- Powiedziałem.
- A druga wiadomość?
- Jestem wilkołakiem.- Powiedziałem wypuszczając powietrze z płuc.
- Nie to nie możliwe. Nie jestem twoim synem.- Powiedział mierząc do mnie z pistoletu.
- Jesteś.
- Jesteś potworem niezdolnym do kochania.- Powiedział. Te słowa zraniły mnie mocniej niż srebrna kula. Oparłem się o ścianę stodoły, kryjąc głowę w rękach.
- Masz rację... Jestem potworem, który nie potrafi uchronić tych których kocha i kłamcą. Kiedyś pokochałem dwie piękne kobiety. Obu przy ołtarzu obiecałem że nigdy ich nie opuszczę i nie pozwolę by stała im się krzywda. A dziś? Obie nie żyją bo nie umiałem, nie mogłem ich ocalić. Nie mogłem wychować dzieci żadnej z tych kobiet.- Powiedziałem i podszedłem kilka kroków bliżej. Ściągnąłem koszulę.
- Jestem potworem który od pięciu tysięcy lat chodzi po tej ziemi. Potworem który nie ma prawa żyć.- Powiedziałem z łzami w oczach.
- Jesteś jednak synem pierwszej kobiety którą prawdziwie pokochałem.- Powiedziałem.
- Masz znamię mego rodu.- Powiedziałem po chwili ciszy a Charles odruchowo dotknął ramienia.
- Skąd wiesz o wilku?
- Jesteś moim synem.- Powiedziałem. Charles opuścił broń jednak nagle usłyszałem dźwięk naciągania kuszy.
- Charles to wilkołak. Trzeba go zabić.- Powiedziała jakaś kobieta. Zamknąłem oczy czekając aż kobieta wypuści grot. Zamiast tego poczułem uścisk. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Charlesa przytulającego się do mnie.
- Nie. To mój ojciec i to byłoby zwykłe morderstwo.- Powiedział wciąż mnie obejmując. Sam również go objąłem. Naprzeciwko pojawiła się Jena. Uśmiechnąłem się do niej. Nagle z drugiej strony pojawił się inny wilkołak. Charles mnie puścił a ja od razu przemieniłem się. Wilkołak zaatakował mojego syna. Wskoczyłem między nich i ugryzłem wilkołaka w szyję.
- Zostaw mojego syna.- Warknąłem a wilkołak rzucił się na mnie rozrywając mi bark. Wgryzłem się w jego szyję zabijając.
- Jena chodź tu.- Poprosiłem córkę.
- Charles to twoja młodsza siostra Jena.- Powiedziałem nie zwracając uwagi na cieknącą po lewym ramieniu krew.
<Jena?>
poniedziałek, 15 lutego 2016
Od Vlada
Wstałem wcześnie rano. Nawet jak na mnie było to wcześnie bo dużo przed wschodem słońca. Postanowiłem wybrać się do wioski. Charles też już wstał. Cóż chyba odziedziczył to po mnie. Podglądałem syna jeszcze przez kilka godzin. Nagle usłyszałem kroki za sobą.
- Jena co tu robisz?
- Spaceruję.- Odparła a ja westchnąłem.
- Tato mam pytanie.
- Słucham?
- Czemu Charles nie jest wilkołakiem?
- Raz na jakiś czas tak się dzieje wśród starych rodów.
- Nie myślałeś nigdy żeby go uczynić jednym z nas?- Zapytała po chwili.
- Wiele razy. Jednak nie mam na to odwagi. Boję się że mnie nie zaakceptuje, nie zaakceptuje siebie jako stwora które tak usilnie tępił.
<Jena?>
- Jena co tu robisz?
- Spaceruję.- Odparła a ja westchnąłem.
- Tato mam pytanie.
- Słucham?
- Czemu Charles nie jest wilkołakiem?
- Raz na jakiś czas tak się dzieje wśród starych rodów.
- Nie myślałeś nigdy żeby go uczynić jednym z nas?- Zapytała po chwili.
- Wiele razy. Jednak nie mam na to odwagi. Boję się że mnie nie zaakceptuje, nie zaakceptuje siebie jako stwora które tak usilnie tępił.
<Jena?>
Od Vlada Cd Jena
- Twoja matka była wspaniałą kobietą. Zawsze była gotowa pomagać innym.- Zacząłem i przywołałem w myślach obraz zmarłej żony.
- Wyglądała jak ty z jednym wyjątkiem. Nie miała rudo-brązowych włosów tylko ciemnobrązowe i szare oczy.- Powiedziałem i westchnąłem.
- Tato?
- Hmm?
- Ile lat jest starszy ode mnie Charles?- Usłyszałem pytanie. Zamyśliłem się.
- 12 lat.- Stwierdziłem po chwili.
- Mówiłeś że kochałeś jego matkę. A 12 lat po jego narodzeniu urodziłam się ja. Jak to się stało?- Zapytała.
- Kiedy poznałem matkę Charlesa - Esmeraldę miała 18 lat. Właśnie wracała z targu ciągnąc za sobą ciężki wózek. Ja przechadzałem się lasem kiedy nagle napadli ją złodzieje. Postanowiłem jej pomóc. Pech chciał że mieli srebrne naboje. Postrzelili mnie w ramię ale zdołałem ich pokonać. Esmeralda nie chciała mnie jednak puścić z zranionym ramieniem. Zostałem u nich na noc a potem na kolejne 6 lat. Zatrudniłem się u jej ojca do pomocy a po jakimś czasie się jej oświadczyłem. Była pierwszym człowiekiem, który wiedział że jestem wilkołakiem. Nie przeraziło jej to. Kiedy miała 24 lata urodził się nasz syn Charles. Byłem szczęśliwy zresztą ona też. Nie cieszyliśmy się jednak naszym szczęściem długo. Ludzie posądzili matkę Esmeraldy o czary i chcieli zabić również jej córkę. Co ciekawsze nie wiem jakim cudem dowiedzieli się o tym że jestem wilkołakiem. Esmeralda zdążyła jedynie podrzucić Charlesa do swojego brata - drwala a potem chciała ratować matkę. Nie udało jej się a ja...- Przełknąłem ślinę i przetarłem oczy.
- Nie zdążyłem jej ocalić. Potem się załamałem. Dwanaście lat potem nic się nie zmieniło. No może poza tym że opiekowałem się z ukrycia synem. Kiedy jednak tego nie robiłem włóczyłem się po karczmach. Któregoś razu po prostu wyszedłem pijany, co w przypadku wilkołaków jest prawie niemożliwe. Napadli mnie i prawie zabili zwykli ludzie. Leżałem na krańcu drogi dobre kilka godzin. Nad ranem znalazła mnie twoja matka. Alkohol do tej pory zdążył już wywietrzeć więc nie wzięła mnie za pijaka. Zaopiekowała się mną i wyleczyła. Po jakimś czasie coś zaiskrzyło. Potem urodziłaś się ty...
<Jena?>
- Wyglądała jak ty z jednym wyjątkiem. Nie miała rudo-brązowych włosów tylko ciemnobrązowe i szare oczy.- Powiedziałem i westchnąłem.
- Tato?
- Hmm?
- Ile lat jest starszy ode mnie Charles?- Usłyszałem pytanie. Zamyśliłem się.
- 12 lat.- Stwierdziłem po chwili.
- Mówiłeś że kochałeś jego matkę. A 12 lat po jego narodzeniu urodziłam się ja. Jak to się stało?- Zapytała.
- Kiedy poznałem matkę Charlesa - Esmeraldę miała 18 lat. Właśnie wracała z targu ciągnąc za sobą ciężki wózek. Ja przechadzałem się lasem kiedy nagle napadli ją złodzieje. Postanowiłem jej pomóc. Pech chciał że mieli srebrne naboje. Postrzelili mnie w ramię ale zdołałem ich pokonać. Esmeralda nie chciała mnie jednak puścić z zranionym ramieniem. Zostałem u nich na noc a potem na kolejne 6 lat. Zatrudniłem się u jej ojca do pomocy a po jakimś czasie się jej oświadczyłem. Była pierwszym człowiekiem, który wiedział że jestem wilkołakiem. Nie przeraziło jej to. Kiedy miała 24 lata urodził się nasz syn Charles. Byłem szczęśliwy zresztą ona też. Nie cieszyliśmy się jednak naszym szczęściem długo. Ludzie posądzili matkę Esmeraldy o czary i chcieli zabić również jej córkę. Co ciekawsze nie wiem jakim cudem dowiedzieli się o tym że jestem wilkołakiem. Esmeralda zdążyła jedynie podrzucić Charlesa do swojego brata - drwala a potem chciała ratować matkę. Nie udało jej się a ja...- Przełknąłem ślinę i przetarłem oczy.
- Nie zdążyłem jej ocalić. Potem się załamałem. Dwanaście lat potem nic się nie zmieniło. No może poza tym że opiekowałem się z ukrycia synem. Kiedy jednak tego nie robiłem włóczyłem się po karczmach. Któregoś razu po prostu wyszedłem pijany, co w przypadku wilkołaków jest prawie niemożliwe. Napadli mnie i prawie zabili zwykli ludzie. Leżałem na krańcu drogi dobre kilka godzin. Nad ranem znalazła mnie twoja matka. Alkohol do tej pory zdążył już wywietrzeć więc nie wzięła mnie za pijaka. Zaopiekowała się mną i wyleczyła. Po jakimś czasie coś zaiskrzyło. Potem urodziłaś się ty...
<Jena?>
niedziela, 14 lutego 2016
Od Vlada CD Jena
Upolowaliśmy razem pokaźnych rozmiarów jelenia. Kolacja świetnie się nam udała. Kiedy skończyliśmy postanowiliśmy się jeszcze przejść po lesie. Nagle do naszych uszu dobiegł ryk.
- Kogoś atakuje niedźwiedź.- Powiedziała Jena. Przyłożyłem nos do ziemi.
- Zostań tu.- Powiedziałem i pobiegłem do siebie. Po kilku sekundach znalazłem się na polanie. Na jej środku stał niedźwiedź a w niewielkiej odległości od niego leżała kobieta. Wskoczyłem między nią a niedźwiedzia i zacząłem na niego warczeć. Po chwili skoczyłem mu do gardła. Po kilku sekundach jego łeb spadł na ziemię. Puściłem go i przemieniłem się.
- Idź do wioski.- Powiedziałem cicho pomagając kobiecie wstać.
- Dziękuję Arthurze.- Powiedziała i odeszła. Zdziwiłem się. Wróciłem do córki. Patrzyła tak jakby znała tę kobietę.
- Znasz tę kobietę?
<Jena?>
- Kogoś atakuje niedźwiedź.- Powiedziała Jena. Przyłożyłem nos do ziemi.
- Zostań tu.- Powiedziałem i pobiegłem do siebie. Po kilku sekundach znalazłem się na polanie. Na jej środku stał niedźwiedź a w niewielkiej odległości od niego leżała kobieta. Wskoczyłem między nią a niedźwiedzia i zacząłem na niego warczeć. Po chwili skoczyłem mu do gardła. Po kilku sekundach jego łeb spadł na ziemię. Puściłem go i przemieniłem się.
- Idź do wioski.- Powiedziałem cicho pomagając kobiecie wstać.
- Dziękuję Arthurze.- Powiedziała i odeszła. Zdziwiłem się. Wróciłem do córki. Patrzyła tak jakby znała tę kobietę.
- Znasz tę kobietę?
<Jena?>
Od Vlada Cd Jena
Spojrzałem na Jenę która mocno ścisnęła moją rękę. Po chwili zajrzałem do umysłu wilka.
- Należy mu się. Prędzej czy później ja musiałbym się nim zająć.- Powiedziałem i odwróciłem się. Wyszliśmy z wioski.
- O co chodzi? Czemu mu się należy śmierć?- Zapytała. Westchnąłem ciężko.
- Zabijał małe dzieci. To sprzeczne z naszym prawem. Każdy kto je łamie musi zostać zgładzony. A ja jako król wilkołaków muszę się pozbywać takich delikwentów. Więc lepiej żeby robił to łowca wilkołaków. Ja zazwyczaj łamiących prawo napędzam w sidła Charlesa.
<Jena?>
- Należy mu się. Prędzej czy później ja musiałbym się nim zająć.- Powiedziałem i odwróciłem się. Wyszliśmy z wioski.
- O co chodzi? Czemu mu się należy śmierć?- Zapytała. Westchnąłem ciężko.
- Zabijał małe dzieci. To sprzeczne z naszym prawem. Każdy kto je łamie musi zostać zgładzony. A ja jako król wilkołaków muszę się pozbywać takich delikwentów. Więc lepiej żeby robił to łowca wilkołaków. Ja zazwyczaj łamiących prawo napędzam w sidła Charlesa.
<Jena?>
Od Vlada Cd Jena
- Nie powinienem był was zostawiać.- Powiedziałem cicho.
- Przecież tego nie chciałeś.- Stwierdziła. Pokiwałem smutno głową. Nagle usłyszeliśmy tętent kopyt. Odwróciłem się raptownie chowając córkę za sobą.
- Dobry człowieku mógłbyś wskazać nam drogę do wioski Dragonwill?- Zapytał mężczyzna. Spojrzałem na jego twarz. Charles. No pięknie przywiało mi tu nie dość że syna to jeszcze łowców wilkołaków.
- Pojedziesz prosto drogą to trafisz.- Powiedziałem.
- Dziękuję.- Powiedział i pogonił konia.
- Musi tu grasować jakiś niezbyt przyjaźnie nastawiony wilkołak.
- Czemu?
- To łowcy wilkołaków.
- Znasz tego mężczyznę który pytał o drogę?- Zapytała po chwili Jean. Westchnąłem.
- To twój brat.- Powiedziałem i poszedłem w stronę wioski a Jean za mną.
<Jean?>
- Przecież tego nie chciałeś.- Stwierdziła. Pokiwałem smutno głową. Nagle usłyszeliśmy tętent kopyt. Odwróciłem się raptownie chowając córkę za sobą.
- Dobry człowieku mógłbyś wskazać nam drogę do wioski Dragonwill?- Zapytał mężczyzna. Spojrzałem na jego twarz. Charles. No pięknie przywiało mi tu nie dość że syna to jeszcze łowców wilkołaków.
- Pojedziesz prosto drogą to trafisz.- Powiedziałem.
- Dziękuję.- Powiedział i pogonił konia.
- Musi tu grasować jakiś niezbyt przyjaźnie nastawiony wilkołak.
- Czemu?
- To łowcy wilkołaków.
- Znasz tego mężczyznę który pytał o drogę?- Zapytała po chwili Jean. Westchnąłem.
- To twój brat.- Powiedziałem i poszedłem w stronę wioski a Jean za mną.
<Jean?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)